Patriarchat czy postępowość? Co wybieramy?

Kiedyś uznawany za jedyny właściwy sposób rządzenia społeczeństwem masowym. Przy braku rozwiniętej technologii, ciągłej walce o ziemię i zasoby — był receptą na wygranie walki militarnej. Definiowany jako system społeczny, w którym władza, dziedziczenie i sukcesja przynależą do mężczyzn. Wprowadzony około 10 tysięcy lat temu spotyka się z okolicznościami XXI wieku, którego najtrafniej opisuje słowo „postępowość”. Hybrydowe samochody, smartfony, rozwinięty system psychoedukacji, terapii, wynalezienie sztucznych wspomnień czy implantu siatkówki oka. Krótko mówiąc, spotyka się z czasem, w którym inwestujemy we własny rozwój i samoświadomość. Niewykluczone, że jesteśmy zbyt technologicznie rozwinięci, wrażliwi i empatyczni, aby się mu poddawać. O czym mowa? O patriarchacie.

Jesteśmy zbyt świadomi, aby tak postępować. 

Cofnijmy się do historii. 10 tysięcy lat temu kobiety zajmowały się zbieraniem roślin czy uprawą bydła. To uniemożliwiało im oddalenie się od domu. Dodatkowo potęga wojskowa wymagała dostępu do wielu żołnierzy. Zakładano, że pozbawienie kobiet możliwości dokonywania własnych wyborów i ograniczenie ich wolności zwiększy przyrost naturalny. Dostarczy potrzebnych wojsku młodych mężczyzn. Kobieta zostawała w domu, dbała o utrzymanie ciąży, a następnie rodziła i wychowywała potomka. Sama. Mężczyzna opuszczał dom i wracał wieczorem — tego samego dnia lub kilka dni później. Dziś? Jesteśmy zbyt świadomi, aby tak postępować. Między innymi dzięki rozwiniętej wrażliwości i otwartości na edukację wiemy, że obowiązek „bycia” nie leży już jedynie po stronie kobiet. Bynajmniej nie powinien.

Nierzadko jest to błędnie interpretowane jako ucieczka kobiet od obowiązków czy zrzucanie winy na partnera. Nie jest to natomiast ich kaprys bądź objaw egoizmu, a poczucie obowiązku wychowania jak najlepiej swojego dziecka. W XXI wieku znane są większości nam skutki i następstwa wychowywania dzieci przez jednego rodzica. Badania pokazują, jak ważna jest zarówno obecność matki, jak i ojca do prawidłowego rozwoju dziecka. Jej brak może niekorzystnie wpływać na różnorodne sfery życia: emocjonalną, intelektualną i fizyczną. Nie oznacza to jednak, że samotny rodzic nie może wychować zdrowego i szczęśliwego dziecka. Badania pokazują, że najważniejsze jest ciepło, dostrojenie się do dziecka i zaspakajanie jego potrzeb. Wówczas w pojedynkę możemy dostarczyć dziecku warunków dorastania nieodmiennych od obecności obydwóch rodziców. Jest to szczególnie istotne w sytuacjach, gdy na siłę próbujemy utrzymywać toksyczne relacje. Boimy się utraty prestiżu, dobrego mienia. Myślimy, że „nam nie wypada”. Podczas gdy we współczesnym świecie rozwód czy rozstanie nie powinny być żadnym powodem do wstydu. Reasumując –  jesteśmy zbyt świadomi, aby zwalniać ojców z obowiązków bycia, ale jednocześnie na tyle silni, aby w przypadku toksycznej relacji lub sytuacji losowych wychować sami dzieci. Na zdrowe i szczęśliwe osoby. Co ważne decyzja o posiadaniu dziecka ma prawo dziś należeć do obydwóch rodziców. Jednocześnie jedni i drudzy mogą nie chcieć lub nie móc posiadać potomstwa. I jest to oczywiście w pełni normalne, a przynajmniej powinno być tak postrzegane. 

Jesteśmy na tyle rozwinięci technologicznie, aby się temu nie poddać. 

Uważam, że patriarchat nie polega na nieproporcjonalnym delegowaniu praw i obowiązków wśród kobiet i mężczyzn. W mojej interpretacji opiera się on na wmawianiu jednym i drugim słabości na poszczególnych polach. Niesprawności, niedostatku, słabych punktów? Zastanawiacie się w jaki sposób? Wedle idei patriarchatu, mężczyzna nie potrafi zrobić sobie obiadu, posprzątać domu, zrobić prania. Kobieta natomiast nie jest w stanie na siebie zarobić, obronić się przed smokiem czy naprawić kran. Następuje kategoryczny podział na role, sprawiając, że automatycznie ograniczane są nam możliwości wykonywania poszczególnych czynności. Wmawia się nam niemoc lub ułomność na tych polach. Krótko mówiąc, patriarchat nie pozwala nikomu z nas być samowystarczalnym — niezależnie od płci. Być może 10 tysięcy lat temu istniała potrzeba życia w parze, duecie, tandemie w celu przetrwania. Przydzielania poszczególnych roli i umiejętności. W dzisiejszym świecie taka separacja obowiązków jest nie tyle uderzająca, ile po prostu niepotrzebna. Obecny rozwój nauki, techniki, technologii, dostarcza wszystkim potrzebnych im zasobów.

Dziś każdy z nas, niezależnie do posiadanej płci może ugotować obiad z przepisu lub zamówić u kuriera, zadzwonić po hydraulika czy zakupić gaz pieprzowy na wieczorne wyjścia. Nie jest też potrzebny „ojcowski research” na idealnego kandydata na męża. W dobie XXI wieku los kobiet nie musi już zależeć od mniej lub bardziej troskliwych ojców. Chcemy kogoś znaleźć – chwytamy za telefon i przykładowo odpalamy aplikację randkową. Nie chcemy? Świat się nie wali. Nikt nas nie wydziedzicza, nie pali na stosie. W XXI wieku samotność jest normą i co ważne, nie musi być bezpośrednio kojarzona z byciem singlem. Po prostu można żyć w pojedynkę i nie wyręczać się drugą osobą. Dotyczy to każdej osoby.

Jesteśmy na tyle pojętni, aby to zauważyć. 

W definicji patriarchatu mocno wybrzmiewa kult mężczyzny. Jednak tylko pozornie. Nie wpływa on negatywnie tylko na kobiety, a również na mężczyzn. Odnoszę wrażenie, że podstawowym błędem patriarchatu jest założenie o stałości cech kobiet i mężczyzn. Podczas gdy we współczesnym świecie plasują się one na pewnego rodzaju kontinuum. Każdy z nas ma prawo utożsamić się z daną cechą i jej odpowiednim natężeniem. Nie każdy mężczyzna będzie czuł potrzebę bycia silnym i niezależnym. Nie każda kobieta będzie czuła obowiązek uwodzenia mężczyzny. Ba! Nie każdy z nas musi szukać partnera płci przeciwnej. Co więcej, można nie czuć potrzeby wiązania się w ogóle! Tak. Tak też może być. Nie zakładajmy, że kobieta chce być „kobieca”, a mężczyzna „męski”. Co w ogóle oznaczają te określenia? Czy jesteśmy pewni, że dla wszystkich wyrażają to samo? Dla spokoju ducha — nie definiujmy tych cech w sposób zero-jedynkowy. Nawet jeżeli kiedyś bycie kobietą objawiało się „paradowaniem” w sukience z dekoltem i z uwodzicielskim spojrzeniem… Zwróćmy uwagę: dziś świat daje nam o wiele więcej przestrzeni i swobody do wyrażania siebie.

Zmierzam do tego, że próba definiowania rzeczywistości w sztywnych ramach i prognozowanie „prawidłowych” zachowań płci jest…nieadekwatne do obecnych realiów. Na samym poziomie języka przez te 7 tysięcy lat doszło nam sporo nowych określeń. Adekwatnych do rozwoju nauki i zmian na świecie. Nie sposób dokonywać opisu teraźniejszości poprzez pryzmat tysięcy lat wstecz. Znam jednak reakcję niektórych na taką narrację. W odpowiedzi na nią zakończę ten akapit zdaniem: Współczesne postawy i zachowania ludzkie nie są objawem dziwactwa, a wzmożonej odwagi i empatii wobec innych oraz siebie samego.

Jesteśmy świadomi swojej indywidualności, ale nie skupiamy się na podziałach. 

Zauważyłam, że wiele dyskusji o patriarchacie opiera się na szukaniu różnic, dysproporcji czy dokonywaniu wszelkich podziałów. Również w obrębie tej samej płci. A gdybyśmy tak skupili uwagę na elementach wspólnych? Taka zagadka dla Was. Co łączy dominującą, robiącą karierę kobietę z tą dbającą o dom matką i żoną? Albo pewnego siebie biznesmena z mężczyzną, który postanowił zostać w domu z dzieckiem? Podpowiem Wam: WSZYSCY ONI MOGĄ BYĆ SZCZĘŚLIWI! Istnieje niebagatelna możliwość spotkania osoby robiącej karierę poza domem i jednocześnie dbającej o ognisko domowe. To również w obecnych czasach jest możliwe. Praca zdalna, możliwość bycia w ciągłym kontakcie, instytucje przedszkola, szkoły — nie mieszkamy już w wioskach z jedną dostępną trasą przechadzki. Tych ścieżek jest wiele, a sposobów nawigacji jeszcze więcej. Chcę przekazać, że nie istnieje jeden właściwy model życia. Każdy natomiast powinien być akceptowalny. Czy jesteśmy w stanie wskazać uniwersalny opis każdej płci w XXI wieku? Ich posiadane preferencje, plany na życie, marzenia? Moim zdaniem nie. A czy jesteśmy w stanie wymienić spośród naszych znajomych przynajmniej trzy nazwiska osób szczęśliwych i spełnionych? Jestem pewna, że tak. Czy te osoby posiadają identyczny model rodziny, styl życia i schemat podejmowanych decyzji? Pozwolę sobie założyć, że nie.

Jesteśmy świadomi źródła istnienia patriarchatu. 

Czy mogę obiecać, że ten tekst jak magiczna różdżka zbawi i naprawi świat? Sprawić, że patriarchat upadnie i będziemy żyć w pełnym świadomości i równości świecie? Oj…bardzo bym chciała! Jednak patriarchat jest nadal mocno zakorzeniony w naszej kulturze. Powielany z pokolenia na pokolenie. Często niestety nieświadomie. Pierwszym istotnie przyczyniającym się do tego czynnikiem są bajki i filmy, które towarzyszą nam już od najmłodszych lat. Motywy bezbronnych księżniczek zamkniętych w wieży. Oczekujących na księcia na białym koniu. Zależnych od męskich decyzji – gdy to ojciec, wydając córkę za żonę, decyduje o jej zamążpójściu, a następnie mąż przesądza o ilości posiadanych dzieci. Drugim czynnikiem są aspekty społeczno-kulturowe w procesie wychowywania dzieci. Stereotypowo dziewczynki szkoli się z obowiązków domowych, podczas gdy mało która mama i który tata, wyposażają syna w wiedzę o prasowaniu, gotowaniu czy sprzątaniu.

Celowo używam sformułowania „stereotypowo” – wiem, że obecnie jest wiele świadomych matek i ojców, którzy nie ulegają tym schematom. Wychowują dzieci w duchu równouprawnienia i szacunku do płci przeciwnej. I to w mojej opinii może być nasza największa nadzieja na „lepsze jutro”. Wiara w obecnych i przyszłych rodziców. Przeświadczenie, że będą wychowywać dzieci bez poczucia przymusu bycia zależnym od drugiej połówki. Wówczas warsztat podstawowych „życiowych” umiejętności będzie obejmował w równym stopniu dziewczynki i chłopców. Brzmi enigmatycznie? To są proste rozwiązania. Nauczmy chłopców gotować zupę i robić pranie, a dziewczyny wymieniać koło w samochodzie czy posługiwać się młotkiem i innymi narzędziami. Naprawdę większe nadzieje pokładam w samoświadomych, nowoczesnych rodzicach z otwartym umysłem, niż w twórcach przerysowanych bajek i komedii romantycznych. Być może patriarchat dobrze wygląda w anturażu postaci filmowych i fabule opartej na fikcji. W rzeczywistym świecie nie przypomina natomiast bajki ani komedii. Przymusowo cofa nas do okoliczności, w których wcale nie musimy żyć, a w większości po prostu nie chcemy. 

Bo biżuteria nie ma płci!

Z uwagi na miejsce, w którym mam przyjemność pisać ten tekst, pozwolę sobie na podsumowanie z użyciem metafory – dedykowanej marce ANIA KRUK. Niech nasza wolność wyboru i tolerancja będą jak stosunek wobec biżuterii. Bo biżuteria nie ma płci! Niech noszą ją wszyscy, zgodnie ze swoją wolą. Jednocześnie nie umniejszajmy kobiecości tym, którzy nosić jej nie chcą i nie kwestionujmy męskości tych, którzy nosić ją chcą. Nie produkujmy rzeczy z przymusem ich noszenia. Stereotypów ze strachem do ich obalania. Dajmy każdemu przestrzeń do wyboru i do poczucia się w pełni sobą. Nie definiujmy jednego modelu płci. Mówią, że bycie postępowym to klucz do rozwoju. Powstaje pytanie, czym ta postępowość jest? Według nas? Świadomością, wrażliwością, empatią i tolerancją. Takich zasobów i wartości życzymy dla Was wszystkich. Jest to bowiem klucz do tworzenia lepszej rzeczywistości i korzystania z jej niekończących się możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

768 1.25t0.768-1.25zM26.946 22.786q0 4.179-0.464 6.25-0.25 1.054-1.036 1.768t-1.821 0.821q-3.286 0.375-9.911 0.375t-9.911-0.375q-1.036-0.107-1.83-0.821t-1.027-1.768q-0.464-2-0.464-6.25 0-4.179 0.464-6.25 0.25-1.054 1.036-1.768t1.839-0.839q3.268-0.357 9.893-0.357t9.911 0.357q1.036 0.125 1.83 0.839t1.027 1.768q0.464 2 0.464 6.25zM9.125 0h1.821l-2.161 7.125v4.839h-1.786v-4.839q-0.25-1.321-1.089-3.786-0.661-1.839-1.161-3.339h1.893l1.268 4.696zM15.732 5.946v3.125q0 1.446-0.5 2.107-0.661 0.911-1.893 0.911-1.196 0-1.875-0.911-0.5-0.679-0.5-2.107v-3.125q0-1.429 0.5-2.089 0.679-0.911 1.875-0.911 1.232 0 1.893 0.911 0.5 0.661 0.5 2.089zM21.714 3.054v8.911h-1.625v-0.982q-0.946 1.107-1.839 1.107-0.821 0-1.054-0.661-0.143-0.429-0.143-1.339v-7.036h1.625v6.554q0 0.589 0.018 0.625 0.054 0.393 0.375 0.393 0.482 0 1.018-0.768v-6.804h1.625z">