all

Praca zdalna w teamie ANIA KRUK

W ciągu ostatniego roku sformułowanie “praca zdalna” było odmieniane przez wszystkie przypadki. Ania Kruk – CEO i Dyrektor Kreatywna marki ANIA KRUK od kilku lat mieszka w Hiszpanii i… zarządza firmą na odległość. Czy praca zdalna to same plusy? Czy w biurze ANIA KRUK praca na home office to nowość? Przekonajcie się sami!

M:  Aniu, Ty od kilku lat mieszkasz Hiszpanii, więc dla Ciebie praca w modelu  zdalnym nie jest niczym nowym. Co z pracownikami marki ANIA KRUK? Czy Wasz team przed wybuchem pandemii też mógł pracować zdalnie?

A:  Praca zdalna to temat rzeka. W naszej firmie drzwi do takiego systemu pracy otworzyła… moja przeprowadzka do Hiszpanii. Podjęłam decyzję o wyjeździe już 4 lata temu. Bałam się powiedzieć w zespole, że to tak na zawsze, szefowa wyjeżdża i nie będzie jej za biurkiem. Więc najpierw powiedziałam, że to tylko na 2 miesiące, przylatywałam też do Polski praktycznie co dwa tygodnie. Potem już co miesiąc. Nauczyliśmy się tak funkcjonować. Praca zdalna w reszcie zespołu wkradała się bardzo powoli i spokojnie, to nie była wielka rewolucja. Home office wystartowały u nas chyba na rok przed wybuchem pandemii. Zaczęło się od Menadżerów, później poszło dalej – oni ustalali plan pracy ze swoimi zespołami. Bardzo dużo osób ceni sobie elastyczne godziny pracy i chce mieć możliwość pracy z domu. W Dziale Kreatywnym, z racji specyfiki pracy, tych home office’ów zawsze było więcej, z kolei W Dziale Produktu, gdzie dziewczyny potrzebują swoich potężnych komputerów z dwoma monitorami praca zdalna nie wchodziła w grę. Tak naprawdę  dopiero lockdown niejako wymusił na nich pracę z domu.

M: Czy coś się zmieniło po pierwszym roku pandemii?

A: Myślę, że lockdowny stał się pewnego rodzaju przełomem na rynku pracy – pokazały wielu pracodawcom, że pracownicy podczas pracy w domu nie wieszają prania i nie oglądają seriali, tylko normalnie pracują – mało tego, bywa, że w domu są bardziej efektywni niż w biurze. Nasz team, w zależności od swoich zadań, ma opcję pracy z domu 2–3 razy w tygodniu, pracownicy muszą tylko wpisać  to do ogólnodostępnego kalendarza Google, a Managerowie są odpowiedzialni za to, żeby zadania były zrealizowane. I już.

M: Czyli bywają dni, że w niektórych działach stoją puste biurka?

A: O, temat biurek, a raczej ich ilości, to temat, który przy takim hybrydowym modelu pracy nie daje mi spokoju (śmiech). Bo z jednej strony potrzebujesz 8 biurek, bo masz 8 osób w zespole, a później przychodzisz jednego dnia i nikogo nie ma, bo wszyscy mają home office. To są wyzwania tej nowej rzeczywistości, które musimy jakoś rozwiązać. Myślę, że sensowną opcją są biurka rotujące i hot deski. Jest to pewnie tylko (i aż) kwestia zmiany nawyków. Ja w Polsce nie  mam swojego biurka przypisanego na stałe, siadam się tam, gdzie akurat jest miejsce. Nie mam żadnych papierów, wszystko trzymam w chmurze, więc łatwo mi zmienić lokalizację. Bardzo lubię zmieniać otoczenie i dosiadać się do różnych członków zespołu. Wtedy patrzę i wsłuchuję się w takie codzienne funkcjonowanie różnych zespołów w biurze, do czego nie mam dostępu na co dzień.

M: Praca zdalna wymaga narzędzi, które umożliwiają pracę zespołową na odległość. Jakie narzędzia ma w zanadrzu team ANIA KRUK?

A: Planując przeprowadzkę do Hiszpanii wiedziałam, że muszę wdrożyć łatwe i proste narzędzia, które pozwolą nam wszystkim pracować zdalnie. Zależało mi przede wszystkim na wygodnych video callach, czatach i plikach współdzielonych. Po krótkim researchu zdecydowałam się na wdrożenie narzędzi Google (Google Workspace). Dlaczego? Dwa powody. Pierwszy – to jedno narzędzie. Nie chciałam instalować kilku aplikacji, każdej do czegoś innego (Slack do komunikacji, Notion do notatek, Dropbox do plików, Skype do videocalli, itd. itp…). Wiedziałam, że mój zespół nie jest jeszcze gotowy na nauczenie się tylu aplikacji na raz i w efekcie – nie wszyscy będą ich używać. Google daje wszystko w jednym pakiecie, zintegrowane ze sobą, i na czubku tortu jeszcze kalendarz jako ta wisienka :) Łatwo? Łatwo! Drugi powód – mam background projektowy, od czasów studiów pracuję na MACu, a w całej firmie, mamy standardowo PCty. Zależało mi na rozwiązaniu, które sprawnie działa na obu systemach.

Samo wdrożenie przeszło naprawdę sprawnie. Wiele osób znało już te rozwiązania, bo używało ich prywatnie. Pamiętam ten moment, kiedy dostałam wiadomość od Martyny Olszak z Działu Kreatywnego ( mam nawet screena!) o treści:  ANIA! zrozumiałam o co w tym chodzi! Jestem chora, nie wzięłam ze sobą komputera, odpaliłam laptopa Michała i mam wszystko, czego potrzebuję do pracy! KOCHAM GOOGLE! To była ta chwila, kiedy już  wiedziałam, że to się sprawdza. Że ułatwia ludziom życie. A o to w dobrych rozwiązaniach chodzi.

M: Aniu, Ty regularnie przyjeżdżasz do Polski, dlatego możemy uznać, że pracujesz w modelu hybrydowym. Za co go najbardziej cenisz?

A: Home Office lubię za brak dojazdów, wygodne ciuchy i  bardzo dużą oszczędność czasu. Mam dwójkę małych dzieci, szkołę 5 minut od domu, a i tak bywa trudno. A co dopiero kiedy odwożenie dzieci i dojazd do pracy zajmuje Tobie np. godzinę. Firmie dużą wartość przynosi to, że pracując w takim “międzynarodowym modelu hybrydowym” mogę sobie dobrze posegregować zadania i priorytetyzować pracę. W Hiszpanii pracuję nad rzeczami, które wymagają ode mnie spokoju i skupienia – przez połowę tygodnia mam czas skupić się na analizie i strategii. Drugą połowę zapełniają videocalle.Z kolei gdy przyjeżdżam na 2 intensywne tygodnie do Polski, mam listę rzeczy, które trzeba odhaczyć, i ich termin jest nieprzesuwalny. Jestem w Polsce tylko tu i teraz. Wtedy realizuje sesje zdjęciowe, spotkania i warsztaty w dużych grupach, osobiste występy na konferencjach. Coraz ważniejsze jest dla mnie spędzanie wtedy czasu NIE z Managerami, ale właśnie z osobami, z którymi nie mam na co dzień kontaktu. Staram się je poznać, rozmawiać, pytać o różne rzeczy.

M: To, że na co dzień pracujesz z Hiszpanii pozwala Ci spojrzeć na markę ANIA KRUK z lotu ptaka?

A: Tak, zdecydowanie. Myślę, że wielu firmom brakuje takiej osoby, która potrafi się trochę  odciąć od tej operacyjnej bieżączki i spojrzeć na firmę z dystansu, bardziej strategicznie. To bardzo duża wartość, co pokazują nasze słupki wyników. Na pewno dzięki temu jestem lepszym Managerem, nauczyłam się (bo musiałam) delegować nie tylko zadania, ale też odpowiedzialność.

M: Praca zdalna ma dla Ciebie  jakieś minusy?

A: No jasne, praca zdalna wcale nie jest taka różowa, jak mogłaby się wydawać! Po pierwsze, problemem jest poczucie samotności, brakuje mi teamu, rozmów, konsultacji. Kolejnym minusem brak takiej szybkości działania –  gdy jestem w biurze, to jestem w stanie dużo szybciej pewne rzeczy załatwić, podejść na 3 minuty, przegadać i ogarnąć temat. W zdalnej rzeczywistości muszę umówić calla…i tak dalej. Sporym  minusem jest także  to, że gdy pojawia się konfliktowa, trudna  sytuacja, to nie mogę podejść i porozmawiać –  a jak wszyscy wiemy w takich okolicznościach lepiej rozmawiać face to face.

M: Masz czasami poczucie, że coś Cię omija?

A: To jest chyba najgorsze. Efekt FOMO [ fear of missing out]. Gdy jest za cicho, nikt nie pisze, nie dzwoni, to mam wrażenie, że coś się wydarzyło – pożar, bomba, III wojna światowa – a ja siedzę za tym moim biureczkiem w Hiszpanii i o tym nie wiem! Wiem, że to moja prywatna paranoja, bo o wszystkich ważnych rzeczach dowiaduje się błyskawicznie, czasami nawet szybciej niż np. osoby siedzące piętro wyżej. Ale FOMO jest i powraca. (śmiech). 

M: Można Cię spotkać w hiszpańskich knajpkach z laptopem przed nosem?

A: To dość dziwne, bo wiele osób właśnie po to chce mieć elastyczne godziny pracy, żeby chodzić po knajpach i na basen w południe, ale ja.. grzecznie siedzę w domowym biurze przed komputerem 9-17:00. Może to taki staromodny etos pracy, ale ja na przykład w życiu bym się nie umówiła na paznokcie na 11:00. Praca to praca, po prostu wykonuję ją z domu. A po pracy biegnę po dzieci do szkoły.

Lubię czasem pójść do kawiarni, żeby zmienić otoczenie – ale często nie pozwala mi na to rodzaj zadań, za dużo videocalli. Gdy już zdecyduje się na wyjście z pracą na zewnątrz, to często to jest mój prywatny challenge – zakładam sobie, że coś zrobię i mówię sobie, że nie wyjdę z tej kawiarni, dopóki tego nie skończę. To mi pomaga, mobilizuje i motywuje, a takie rozdzielenie przestrzeni jest dobrym sposobem na pushowanie się do działania. Mam sąsiada, który siedzi sobie w słoneczku na placu i pracuje. Ja nie do końca tak umiem, ale to chyba raczej jest mój problem, a nie to, że tak się nie da. Kto wie, może kiedyś połączę się z Wami prosto z plaży? (śmiech)

M: I na koniec pytanie z kategorii “SKOK W PRZYSZŁOŚĆ”: Czy uważasz, że zdalna praca stanie się standardem na rynku pracy?

A: Wszystko na to wskazuje. Może nie 100% zdalna, ale hybrydowa. To też ułatwia proces rekrutacyjny – masz większą ilość kandydatów do wyboru, nie ograniczasz się do jednego miasta. Kiedy szukasz bardzo specyficznych kompetencji – to jest duży plus. Kiedy wybiegam w przyszłość np. do wizji ANIA KRUK w 2031, to myślę sobie, że na pewno połowa zespołu będzie pracowała zdalnie, a przynajmniej w modelu hybrydowym. A skoro tak, to czemu już teraz nie zacząć i się tego uczyć? Obstawiam, że w ciągu roku ktoś w 100% zdalny pojawi się w AKTeam. To oznacza, że… jak najszybciej musimy rozwiązać temat rotujących biurek! (śmiech)